 |
|
wyblakłych zaklęć
nie czyta już
wiedźma i mag
na pustej dłoni
ostatni kurz
co mogę dać?
zblakłym zaklęciom
może te dłonie
potrzebne - nie?
a jeśli zniknę
na pustą chwilkę
odszukasz?
mnie? |
|
|
Wróżka
|
Maleńka i przykurczona, stara wróżka mieszkała w maleńkim jak ona domku na przedmieściu. Myślicie, że wróżki się nie starzeją? Ależ tak! Tylko każda z nich starzeje się inaczej. Wróżki są na początku tak jakby zwykłymi dziećmi - zabawnymi dziewczynkami z kucykami na głowie. Później mogą dorastać, ale nie zawsze, bo przecież każda wróżka starzeje się inaczej. Jedne zostają małymi dziewczynkami, inne dorastają zamieniając się w piękne kobiety, a jeszcze inne... Hm... no właśnie. Inne wróżki starzeją się jak zwykłe ludzkie kobiety. Mają pomarszczoną twarz jak zwiędnięte jabłuszko pod koniec zimy. Utyskują czasem na łamanie w kościach, zwłaszcza na zmianę pogody. Nikt z ludzi nie wie, że ta czy tamta starsza pani kupująca rano bułki w sklepie – to najprawdziwsza wróżka. Kłaniają jej się uprzejmie, pozdrawiają co rano i... nawet się nie domyślą. Tak, tak!
Nasza wróżka w niczym nie różniła się od innych wróżek, którym dane było się zestarzeć do starości. Mieszkała ze swoim starym jak ona kotem w maleńkim domku. Życie wróżki biegło zwykłym wróżkowym torem, pozornie podobnym do życia ludzi. Tak jak każdy z nas przez całe życie gromadzi przedmioty, powoli wypełniające kąty naszych domów. Tak wszystkie wróżki zbierają... (nie, nie ma się czego bać!) fragmenty ludzkich dusz. W domach wróżek drzemią one zaklęte w postaci obrazów, lamp, książek, świec, dywanów czy nawet maleńkich robionych na szydełku serwetek. Nie wiadomo po co wróżki to robią. One same tego nie wiedzą. Przez całe swoje życie spotykają wielu ludzi. Zazwyczaj pomagają im, a czasem psocą. Jeśli bywają złośliwe to tylko po to aby komuś głupiemu, lub pyszałkowi dać nauczkę. Za każdym razem kiedy wróżka dla zabawy, od niechcenia lub z dobroci serca zagląda w czyjeś życie - zabiera sobie zawsze coś na pamiątkę. Małe okruchy zabrane ludzkim duszom, nie umniejszają ich bardzo, dlatego wróżki mogą z czystym sumieniem ulegać swojej słabości.
Nikt nie wie tak naprawdę jak długo mogą żyć prawdziwe wróżki... Być może tyle samo co czarownice, może trochę krócej, ale na pewno znacznie dłużej niż ludzie. Nasza wróżka przez całe czterysta trzydzieści pięć lat, jakie już żyła na świecie nagromadziła w swoim maleńkim domku na przedmieściu, cały gąszcz starych bibelotów, podartych już mebli i ogromną masę starych dziecięcych zabawek. W domku zrobiło się już tak ciasno, że wieczorami z dużym trudem znajdowała miejsce przy kominku. Coraz częściej gubiła swoje zużyte bambosze pod stertami różności leżącymi na podłodze. Czarny kot również w ostatnich latach zaczął być nerwowy. Cały czas ginęła mu jego ulubiona miska, a gdy chciał wdrapać się swojej pani na kolana, najczęściej znajdował tam jakieś graty, które ona wcześniej musiała zdjąć z bujanego fotela aby na nim usiąść. Ludzi przez ostatnie dziesięciolecia przybyło niestety. Czasy także się zmieniły i wróżka miała pełne ręce roboty. Dawno już nie mogła pozwolić sobie na prawdziwie czarodziejski relaks. Dookoła pełno było ludzi z problemami, którym wróżka wciąż musiała pomagać. Pomimo nawału pracy nie potrafiła jednak zapanować nad swoją słabością i za każdym razem zabierała sobie jakąś pamiątkę. Od pewnego czasu przestała nawet otwierać okna, bo wypełniające dom sprzęty mogłyby przez nie wypaść. Coraz bardziej była tym jednak zmęczona. Jeszcze jakieś dwieście lat temu, człowiek potrzebujący jej pomocy był rzadkością. Wtedy często oglądała swoje pamiątki, rozmawiała wieczorami z kotem, który mrucząc ocierał się o jej nogi. Dziś z trudem znajdowała czas na sen. Nagromadzonych pamiątek nie oglądała już od jakichś stu lat. Ciągle gdzieś biegła i ciągle nie mogła zdążyć. Wróżka sama zaczynała być nieszczęśliwa. Najbardziej dokuczało jej to, że nie miała dla siebie miejsca nawet we własnym domu. Kot od dawna już nocował na podwórku pod stara wiśnią. Czasem zatrzymywała się na chwilę, patrzyła na swój maleńki domek i zastanawiała się...
- Wystarczyłoby wypowiedzieć jedno zaklęcie – (znała je dobrze), a wszystkie okruchy ludzkich dusz, które tak przeszkadzały jej w życiu pofrunęłyby w świat.
Kot znał dobrze jej myśli i gdy tak przystawała na chwilę pod wiśnią, patrzył na nią z niemym błaganiem.
- Jeszcze nie dziś, dobrze? – mówiła wtedy do niego, uśmiechając się jak mała dziewczynka, która wie że powinna posprzątać, ale za wszelką cenę stara się odwlec tę chwilę.
Mijały kolejne lata, życie wróżki staruszki stało się nieznośne. Nie miała już gdzie się schronić w chłodne jesienne wieczory i zimowe mrozy.
Pewnego dnia podjęła wiec decyzję. Wypowie zaklęcie.
Wcisnęła się do swojego maleńkiego domku, gdzie ledwie mogła oddychać, bo zewsząd otaczały ją wszystkie nazbierane pamiątki, które teraz były jej uprzykrzeniem i zawadą.
Nabrała w płuca powietrza i z całych sił krzyknęła:
- Dusz kawałki w kątach śpiące
Z wszystkich stron otaczające,
Wzywam wszystkie cząstki Wasze
Dziś opuśćcie mnie na zawsze!
Wypowiedziawszy zaklęcie zamknęła oczy. Nie chciała patrzeć na to co będzie się działo za chwilę dookoła niej. Usłyszała wielki szum, jakby głosy pomieszanych rozmów. Zerwał się wiatr. Stała w środku trąby powietrznej, która zabierała z jej domu wszystko co przez setki lat gromadziła.
Po pewnym czasie wszystko ucichło. Wróżka jeszcze jakiś czas stała zakrywając dłońmi oczy, bojąc się je odsłonić. Wreszcie opuściła ręce i podniosła powieki. Jakież było jej zdziwienie. Stała w pustym pomieszczeniu, którego nie poznawała. Nie miało okien, ściany były szare, a jedyne światło wpadało tu przez otwarte drzwi. Drzwi? Nie, drzwi także nie było, był tylko otwór wejściowy.
Popatrzyła na siebie. Była zupełnie naga. Nie miała nawet skarpetek... Widać było wszystkie zmarszczki, na całym jej ciele...
Poczuła się strasznie smutna i opuszczona, skuliła się w kącie szarego i pustego domu w którym teraz była i już miała zapłakać, gdy wtem... Usłyszała złowrogi łoskot, który zaczynał się gdzieś pod podłogą i drżeniem przechodził na ściany. Zamarła w bezruchu czekając co będzie dalej. Nagle otaczające ją mury zaczęły pękać i rozsypywać się jakby były z piasku. Wróżka patrzyła oniemiała.
Gdy rozsypały się w proch zobaczyła, że nie ma już nawet przedmieścia, na którym mieszkała, nie było także starej wiśni. Stała na niewielkiej górce, otoczona pachnącą łąką.
Popatrzyła na siebie raz jeszcze – była małą dziewczynką, a u jej stóp igrał śmieszny czarny kociak.
(13. 09. 02)
|
|
|
|
|
 |
|