 |
- To jak Ed? Idziesz ze mną? – Ki czekała
na konkretną decyzję. Czy on myśli, że to łatwe zdecydować się na
samodzielne przerwanie własnej misji i zostawienie dziecka powierzonego
jej opiece, nie wiedząc nawet na jak długo? Przecież czas w świecie
ludzi często płynie niewiarygodnie szybko. A jeśli wróci tam dopiero po
kilku latach? A ten tu gapi się w ogród i nie może się zdecydować.
– Słuchaj Ed. Znam trik, który pozwoli nam przejść na drugą stronę mgły
jeszcze dziś, bez czekania do świtu. Idziesz czy nie?
Wstała nagle z kanapy, podeszła do przyjaciela i potrząsnęła nim za ramiona z całych sił.
– Nad czym u licha tak długo myślisz? To jest ostatnia twoja szansa! –
krzyknęła – Siedzieć w domu i roztkliwiać się nad sobą i wspomnieniami
jest najłatwiej, a jak się okazuje, że możesz pomóc to.. – zamilkła na
chwilę, po czym dodała z całą mocą – Tchórz! – i ruszyła w stronę drzwi.
- Nie! – krzyknął Ed – zaczekaj Ki , to nie jest tak jak myślisz –
powiedział, w duchu przyznając jednak, że miała wiele racji w tym co
mówiła. – Zaskoczyłaś mnie po prostu i to wszystko. Idę z tobą,
oczywiście że idę.
- Ech... Ed, a więc jednak warto było – westchnęła Ki. – No to zbieraj
się, nie mamy czasu do stracenia.
Przez głowę Eda przemknęła jeszcze tylko myśl o Su. No tak, przecież
ona nic nie wie. Dziś po południu miała jak zwykle przyjść na herbatkę
i zastanie zamknięte drzwi. Szybko naskrobał liścik i powiesił na
klamce: „Droga Su, nie czekaj na mnie bo nie wiem kiedy wrócę – Ed” .
Ki stała już przy furtce ogrodu.
Po ludzkiej stronie mgły był późny wieczór, kiedy Biały Ed razem z
Czerwoną Ki znaleźli się w pokoju dziewczynki. Mała spała już od
jakiegoś czasu i widać było, że dręczą ją niespokojne sny. Oddychała
nierówno i przewracała się co chwilę z boku na bok.
- Biedna mała... – westchnęła Ki – Znów ma koszmary. Ciekawe jak długo
mnie tu nie było. Pewnie już kilka dni minęło w tym zwariowanym ludzkim
świecie i wystarczyło, żeby wróciły do niej zwykłe smutki i niepokoje.
Dobrze, że się szybko zdecydowałeś. Gdyby minął tutaj rok mogłoby być
znacznie gorzej. – powiedziała i klepnęła przyjaciela w plecy. Ed
zawstydził się patrząc na małą dziewczynkę. Pamiętał doskonale jak
bardzo przeżywał kiedyś to, że nie będzie mógł wrócić do swojego
chłopca, jak się o niego bał i myślał, że sobie nie da rady w życiu. Ki
musiała przeżywać ten sam lęk, kiedy on zwlekał z decyzją. Tamten
chłopiec... właśnie... Przecież musi być gdzieś blisko. Wzdrygnął się.
Nigdy nie rozmawiał z dorosłym człowiekiem. Czy on go w ogóle zobaczy?
Przecież dorośli ludzie nie wierzą w takie istoty jak Ed i Ki. Co mu
powiedzieć? Od czego zacząć? Gubił się w myślach.
- Chodź Ed. Niech mała sobie śpi. Pokażę Ci jej tatę. – powiedziała Ki
i zaczęła się zsuwać po obrusie w dół na krzesło, a dalej po jego
nodze, na podłogę. Ed zawahał się. Tak chciałby odwlec moment spotkania
z dawnym chłopcem, a obecnie dorosłym mężczyzną. Inżynierem. – Ech,
zasadziłeś kwiatki, to je teraz podlej – westchnął do siebie i zsunął
się po obrusie w ślad za Ki.
Weszli do gabinetu taty dziewczynki. Jak zwykle siedział pochylony nad
biurkiem przy lampce nocnej. Szerokie męskie plecy nie przypominały
Edowi w żadnym calu sylwetki malca, którego kiedyś opuścił. A... może
to pomyłka? Miał w prawdzie tak samo jasne włosy, jak tamten chłopiec,
ale... iluż w końcu jest ludzi o jasnych włosach? Bardzo wielu. Poczuł,
że Ki szarpie go za rękaw.
- Chodź Ed, chodź. Podejdziemy bliżej. Zobaczysz go i na pewno poznasz
– uśmiechnęła się do niego. Dobrze, że chociaż Ki tutaj była. Bez niej
czułby się zupełnie bezradny. I to kto? Biały Ed, który tylu dzieciom
dodawał otuchy i pomagał uwierzyć w siebie. Pokręcił głową nad własnymi
myślami. Nigdy jeszcze nie czuł się tak głupio. Obeszli biurko dookoła
i wspięli się aż do blatu. Ukryci w cieniu, poza kręgiem światła nocnej
lampki i przycupnięci za grzbietem jakiejś grubej książki, mogli
spokojnie obserwować pracującego mężczyznę. Na stole rozrzucone były
przybory kreślarskie. Najwyraźniej rysował projekt. Ed patrzył na jego
spokojną i skoncentrowaną twarz. Starał się odnaleźć w niej znajome
rysy, a może bardziej próbował utwierdzić się w przekonaniu, że ten
człowiek to jednak ktoś inny niż jego chłopiec. Lekki zarost na twarzy.
Kilka zmarszczek wokół oczu i na czole, twarda linia ust. No tak, jest
przecież dorosły... Jako malec wyglądał na pewno inaczej. Nagle jedna
ze stalówek nieprzyjemnie zgrzytnęła i złamała się. Mężczyzna mruknął
coś do siebie i zmarszczył brwi. Ed zamarł. W pamięci pojawił mu się
obraz chłopca, który zawzięcie gryzmoli coś w zeszycie długopisem. Ten
sam grymas niezadowolenia i tak samo zmarszczone brwi. Nie, Ki się nie
pomyliła. To nie mógł być nikt inny, jak tylko jego chłopiec! Przez
chwilę zapomniał, że ma przed sobą dorosłego człowieka i chciał wybiec
w światło lampy wołając: - To ja Ed, wróciłem! - lecz oprzytomniał i
został na miejscu.
- I co? – usłyszał konspiracyjny szept Ki.
- To on. Oczywiście, że on – odpowiedział.
- Chcesz do niego pójść? – zapytała.
- Nie Ki.. nie teraz, przyjrzę mu się trochę dziś, trochę jutro i wtedy
pomyślę co da się zrobić– powiedział obserwując mężczyznę, który
powrócił już do przerwanego projektu.
- Dobrze. Ostatecznie to twój chłopiec i mnie nic do tego. Zmykam do małej, idziesz ze mną?
- Jeszcze chwilę. Zaraz do ciebie przyjdę.
Ki zwinnie zsunęła się z biurka i zniknęła w ciemności. Ed wychylił na
moment głowę zza książki i znieruchomiał. Mężczyzna patrzył na niego.
Właściwie niekoniecznie na niego, ale na pewno w jego kierunku, co
przecież nie musiało oznaczać, że go widział. Czyżby usłyszał ich
szepty? To było w końcu możliwe, ostatecznie w pokoju panowała idealna
cisza. Wycofał się z powrotem najwolniej jak umiał. – Jeśli mnie
widział, to podniesie po prostu książkę i mnie znajdzie – pomyślał.
Mógł w tym momencie szybciutko zsunąć się z biurka i uciec, lecz coś go
zatrzymało. Po cichu liczył na to, że mężczyzna spróbuje go znaleźć.
Nie spróbował jednak. Kiedy Ed wychylił się po raz drugi zobaczył, że
tamten wrócił znów do pracy. Zszedł z biurka i wrócił do Ki.
Rano mała obudziła się z wysoką gorączką i z trudem wydobywała z siebie
głos. Kiedy zobaczyła Ki, bardzo się ucieszyła, lecz była tak słaba, że
nie mogła jej poświęcić zbyt wiele uwagi. Ki co prawda ukryła się pod
poduszką dziewczynki i kiedy nie było w pokoju jej taty, starała się
rozmawiać z małą, aby choć na chwilę zapomniała o tym jak bardzo źle
się czuje. Dziewczynka jednak bardzo szybko zasypiała i słychać było
tylko jej ciężki oddech. Ed błąkał się po pokoju nie wiedząc co robić i
jak pomóc. Pierwszy raz widział tak mocno chore dziecko. Nie był to
zwykły katar, kaszel, czy nawet zapalenie ucha, ale coś gorszego. Tata
małej tego dnia nie poszedł do pracy. On mógł znacznie więcej od
maleńkiego bezradnego Eda, a jednak podobnie jak on miotał się z kąta w
kat, nie do końca wiedząc co jeszcze da się zrobić. Wszystko wypadało
mu z rąk. Zaparzył dziewczynce herbatę, pokruszył polopirynę i siedział
przy łóżku otulając córeczkę kołdrą. Kiedy się budziła namawiał, żeby
choć trochę się napiła, mierzył jej gorączkę, poprawiał poduszki, ale
to było wszystko co potrafił.
W południe przyjechał lekarz. Zbadał dziewczynkę i stwierdził zapalenie
krtani. Powiedział ponadto, że gdyby nagle zrobiło się jej gorzej,
trzeba będzie szybko wezwać pogotowie i zawieźć małą do szpitala.
Tymczasem przepisał leki i kazał rozwiesić w pokoju dziewczynki mokre
szmaty.
Po odjeździe lekarza, mężczyzna niemal nie odchodził od łóżeczka córki.
Głaskał ją po głowie i próbował opowiadać bajki. Każdą jednak bajkę,
którą zaczął, urywał w połowie bo nie wiedział co miało być dalej.
Czasem zaczynał od środka i też nie opowiadał do końca. Wydawał się być
tym mocno zakłopotany. Dziewczynce jednak było wszystko jedno. Słuchała
głosu taty i zasypiała.
Ki odeszła wreszcie od łóżeczka i razem z Edem obserwowała przebieg
wydarzeń. Po raz pierwszy podczas tej misji zaczęła się czuć zupełnie
niepotrzebna. Dotąd, kiedy mała była smutna i zagubiona, a w domu brak
jej było oparcia nawet w jedynym, lecz wiecznie zapracowanym i
zamkniętym w sobie tacie, znajdowała je w Czerwonej Ki. Teraz nagle
wszystko się zmieniło. Dziewczynka czuła się co prawda fatalnie, ale
jej tata był przy niej i tylko dla niej. Dokładnie tak jak to sobie
wymarzyła.
- Głupia sprawa Ed - powiedziała pewnego wieczoru Ki. – Teraz ta mała
nie potrzebuje ani mnie ani tym bardziej ciebie. Plączemy się już
trzeci dzień wokół jej łóżka zupełnie bez sensu. Zastanawiam się czasem
czy nie lepiej wrócić do domu.
- Nie wiem Ki... teraz jest chora, nawet bardzo, ale nie wiadomo co
będzie dalej. Opuścisz ją, a potem będziesz się zastanawiała czy
zrobiłaś dobrze. Ja tak miałem. To znaczy nie całkiem, bo to nie był
mój wybór, ale gdyby był, to byłoby jeszcze gorzej.
- Wiesz Ed, tak naprawdę to nie ja jestem jej potrzebna, tylko On.. Co
z tego, że będę jej dodawać otuchy, rozśmieszać, opowiadać zwariowane
historie, skoro ... – wstała z podłogi i wyjrzała zza rogu pudełka z
zabawkami, żeby popatrzeć na śpiąca dziewczynkę. W tym momencie drzwi
się otworzyły i do pokoju wszedł ojciec dziecka. Ki błyskawicznym
skokiem cofnęła się do kryjówki. Mężczyzna na chwilę przystanął
wpatrując się w pudełko z zabawkami, po czym pokręcił głową i podszedł
do łóżeczka córki.
- No właśnie – dodała Ki z uśmiechem – skoro cały czas będzie myślała o
nim. A swoją drogą Ed jak myślisz, zauważył mnie?
- Tak Ki, widział Cię doskonale – uśmiechnął się Ed.
- Jak to? To dlaczego nie podszedł tutaj? Przecież wystarczyłoby tylko odsunąć pudło.
Ed uśmiechnął się tajemniczo.
- Na pewno by tak zrobił, gdyby to była na przykład... mysz. Ale w nas
nie wierzy. Wyrósł z nas Ki.
- Wyrósł? Jak to wyrósł? Jak to z nas? Przecież mnie nigdy nie poznał.
- Tak Ki, z nas. Opowiadałem mu kiedyś o Tobie. O całym naszym świecie.
Teraz pewnie mu się wydaje, że sam sobie mnie wymyślił.
- Tato, opowiedz mi bajkę – dobiegło uszu dwu ukrytych przyjaciół od
strony łóżeczka dziewczynki. Widać mała obudziła się, a zobaczywszy
ojca znów domagała się porcji opowieści.
- Dobrze maleńka, posłuchaj – powiedział mężczyzna, a Ed i Ki
także zamienili się w słuch.
- Dawno, dawno temu, albo może nawet całkiem niedawno, żyło sobie
bezdzietne małżeństwo, które bardzo chciało mieć dziecko. Mijały lata.
Ludzie ci stawali się coraz starsi i powoli zaczęli tracić nadzieję na
to, że kiedykolwiek będą mieli własnego syna lub córeczkę. Pewnego dnia
kobieta wyszła do ogrodu i kiedy podlewała kwiaty, jeden z nich
otworzył się i zobaczyła, że w środku siedzi maleńki chłopiec. Kobieta
była bardzo zdziwiona. Kilka razy przecierała oczy, ale mały
człowieczek nie zniknął, tylko uśmiechnął się do niej, ukłonił i
powiedział:
- Dzień dobry mamo, jestem Tomek! Odtąd będę mieszkał z wami. Zanieś mnie do taty.
Kobieta była bardzo zdziwiona, ale zabrała małego Tomcia w kieszeń i zaniosła do domu.
- Tato, czy to był Tomcio Paluch? Pani w przedszkolu opowiadała nam
taką bajkę. – wtrąciła dziewczynka.
- Tak kochanie, to był Tomcio Paluch.
- Ale.. pani opowiadała jakoś inaczej. No i w kwiatku, to była
Calineczka.. – zasępiło się dziecko.
- Wiesz maleńka, może wasza pani nie znała tej bajki. – powiedział
ojciec, tym razem znacznie pewniej niż dotąd, co zaskoczyło Białego Eda
i Czerwoną Ki, więc zaczęli słuchać jeszcze uważniej zza pudła z
zabawkami.
- Może masz rację tato, ona zna tylko takie bajki, o których piszą w książkach.
- No właśnie. Posłuchaj dalej. Kobieta przyniosła małego Tomcia do domu
i pokazała go mężowi mówiąc, że teraz będą mieli już swoje dziecko.
Mężczyzna wziął chłopca na rękę i przyjrzał mu się uważnie. Patrzył
długo. Oglądał go ze wszystkich stron i nijak nie mógł uwierzyć, że to
maleńkie stworzenie ma być jego synem. Mały Tomek uśmiechał się do
niego najserdeczniej jak mógł, ale mężczyzna patrząc na niego czuł
tylko litość dla tak kruchej i bezbronnej istotki, ale żadnego innego
uczucia nie mógł w sobie odnaleźć. Tak też niestety zostało. Kobieta
bardzo szybko pokochała Tomcia. Bawiła się z nim, zabierała ze sobą na
zakupy, szyła mu maleńkie ubranka i robiła maleńkie zabawki.
- A tata? – spytała dziewczynka.
- No cóż, jego tata patrzył z daleka na swoją żonę i maleńkiego synka,
który mógłby się zmieścić do pudełka od zapałek i zamiast się cieszyć
smutniał. Bardzo chciał mieć dziecko, ale nie takie, tylko normalne.
Duże. Takie dziecko, które mógłby sadzać sobie na kolana, albo
podrzucać bardzo wysoko. Jeśli marzył kiedykolwiek o własnym synku, to
o takim, którego mógłby nauczyć wielu rzeczy, zabierać na dalekie
wycieczki i pokazywać mu świat. Tymczasem musiał stale uważać, aby nie
zadeptać gdzieś maleńkiego Tomka.
- A Tomek? Co on robił?
- Tomcio przychodził czasem do taty. Wdrapywał mu się po nogawce spodni
na kolana, albo jeszcze wyżej po rękawie na ramię i patrzył co robi.
- A co robił?
- No wiesz, miał swoje własne dorosłe sprawy. Czasem coś pisał, czasem coś liczył.
- Tak jak ty?
- Tak kochanie, bardzo podobnie jak ja. A częściej jeszcze wcale go w
domu nie było. Jednak kiedy był i kiedy Tomcio wchodził mu na ramię to
się bał. Nie wiedział czy nie skrzywdzi małego chłopczyka nieostrożnym
ruchem. A poza tym kiedy Tomcio był tak blisko, to jego tata wtedy
zauważał, że wcale nie umie z nim rozmawiać i nie umie kochać go tak
jak powinien. Dlatego najczęściej starał się unikać synka. Zamykał się
w pokoju i mówił, że nie wolno mu przeszkadzać, bo jest bardzo zajęty.
- I dużo wtedy pracował?
- Nie kochanie. Mało pracował, a więcej myślał. Zastanawiał się nad tym
co mógłby zrobić, żeby pokochać małego Tomcia, ale zaraz potem marzył o
tym, jakby było cudownie gdyby Tomcio był duży. Wszystko byłoby wtedy
łatwiejsze.
- A Tomcio?
- Tomcio był smutny. Miał mamę, która go bardzo kochała, ale nie miał
taty, chociaż bardzo chciał. Pewnej nocy tacie Tomka przyśnił się
dziwny sen. Śniła mu się dobra wróżka, która powiedziała mu, że jeśli
spełni jeden warunek, to jego największe marzenie się spełni i Tomcio
będzie normalnym dużym chłopcem. Jednak wróżka zniknęła i nie
powiedziała mu jak to może się stać. Od tej pory tata Tomka jeszcze
częściej marzył o tym, żeby mieć zwykłego dużego chłopca i coraz
bardziej oddalał się od swojego maleńkiego synka.
- Oddalał tato? Wyjeżdżał gdzieś i nie wracał, tak?
- Nie kochanie. Nie wyjeżdżał, ale omijał Tomcia z daleka i starał się
go wcale nie widzieć. I wiesz co jeszcze? Kiedy zasypiał, zawsze marzył
o tym, że znów przyśni mu się dobra wróżka, która mu wreszcie powie jak
przemienić Tomcia Palucha w zwykłe dziecko.
- I przyszła do niego wreszcie wróżka?
- Nie maleńka, nie przyszła.
Dziewczynka posmutniała. Zamyśliła się na chwilę, aż wreszcie pokręciła głową i powiedziała.
- Nie podoba mi się ta bajka tato. To smutna bajka. Nie znasz jakiejś innej?
- Może i znam inną kochanie. – powiedział mężczyzna i popatrzył w
stronę pudła z zabawkami, gdzie znów coś się podejrzanie poruszyło. –
Ale nie wiem, czy ta inna bajka by ci się spodobała. A nie ciekawi cię
co się stało z dalej z Tomciem?
- Nic się nie stało. Przecież wróżka nie przyszła.
- Nie przyszła tak od razu, to prawda, ale wydarzyło się coś innego.
- Dobrego?
- Posłuchaj. Kiedyś tata Tomcia musiał wyjechać bardzo daleko. Spakował
swoje rzeczy. Zabrał teczkę z ważnymi papierami i poszedł do pociągu.
Nie zauważył jednak, że kiedy zostawił teczkę w pokoju na stole, Tomcio
zdążył się do niej wśliznąć. Wyjechał z domu i nawet nie wiedział, że
zabrał maleńkiego synka ze sobą. Minęły dwa dni, kiedy zatelefonowała
do niego mama Tomcia i powiedziała mu, że maleńki chłopiec zniknął.
Wtedy tata Tomcia zaczął się bardzo martwić i chociaż był już dużym
panem, bardzo płakał za zgubionym synkiem. Myślał sobie, że to się
stało przez niego, bo za mało go kochał i chłopiec poszedł sobie w
świat, a tam mogło mu się przytrafić coś złego. A kiedy tak myślał, to
przypominał sobie jak Tomcio biegał po stole, jaki był wesoły i śliczny
i wreszcie przyszło mu do głowy, że tak naprawdę to wcale nie zależy mu
na żadnym innym synku, tylko najbardziej na świecie chciałby, żeby
Tomcio wrócił taki sam jaki był. Wtedy on już by umiał się z nim bawić,
zabierałby go na dalekie wyprawy, uczyłby go całego świata. I robiliby
razem mnóstwo rzeczy i mieliby swoje wspólne sprawy i tajemnice. A
kiedy tak myślał i płakał w swoim pokoju w hotelu, nadszedł wieczór i
noc, a on wreszcie zasnął ze zmęczenia. We śnie przyszła do niego znowu
dobra wróżka.
- I co? Powiedziała mu, że Tomcio siedzi u niego w torbie?
- Nie, powiedziała mu, żeby się obudził bo ktoś na niego czeka. Wtedy
on usiadł, zapalił światło i zobaczył Tomcia śpiącego w tym samym
pokoju na drugim łóżku. Tylko, że nie był już taki maleńki jak kiedyś,
ale był normalnym dużym chłopcem.
- A on go wtedy znów nie chciał, bo był duży? – zapytała z niepokojem
dziewczynka. Ojciec roześmiał się cichutko.
- A skąd! Ucieszył się bardzo, ale najważniejsze było dla niego to, że
Tomcio się odnalazł, a nie to czy jest duży czy mały. Ale teraz koniec
bajek. Poleż sobie i pomyśl o Tomciu, a ja idę zrobić obiad. –
mężczyzna wstał i ruszył w stronę drzwi.
- Tato?
- Słucham.
- To nie była smutna bajka. To była bardzo ładna bajka.
Ojciec uśmiechnął się i zerknął na pudło z zabawkami, choć teraz nic się tam nie poruszyło.
Kiedy zapadła noc, Ed i Ki wśliznęli się do pokoju taty dziewczynki,
żeby zobaczyć co robi. Mężczyzna siedział przy komputerze. Przez długi
czas głęboko się nad czymś zastanawiał, aż wreszcie wyciągnął spod
biurka klawiaturę i zaczął szybko pisać. Nie zauważył, że dwie maleńkie
istotki wspięły się w międzyczasie na oparcie krzesła za jego plecami.
- Spójrz Ki – powiedział cichutko Ed. - Tęczowy miał jednak rację.
Mężczyzna siedział i pisał:
„Papierowy samolot przeleciał przez pokój i opadł łagodnie na tapczan.
Mały chłopiec podbiegł i ukląkł tuż obok wpatrując się w poskładana
kartkę.
- Hej Ed! Jak Ci się podobało? Niezły lot prawda? – powiedział z
przejęciem – Chcesz jeszcze raz?
- Jasne! – odezwał się delikatny głosik, a spomiędzy zagięć papieru
wysunęło się na moment coś na kształt jasnej główki. – Uwielbiam latać!
(...)”
(14.07.03)
|
|
 |
|
|
|
 |
|